YOUNG LIVERS – Of Misery and Toil LP
Brand: No Idea Records
65,00 zł
Pierwsza płyta była świetna, ale ta jest zajebista. Godni następcy nieodżałowanych Hot water Music, czyli "brodaty" hc/punk z Florydy pełną gębą. Mroczny, uwodzący klimat, punkowa energia, rewelacyjne melodie…
It is with a collective sigh of relief and with fists held high that we announce the new Young Livers record has been born unto the world! Rejoice! Propulsive, relentless, dark, driving! Dueling guitar leads, monolithic howl! As much as they want me to mention the first Crue EP, I just can't do it. Thin Lizzy, I'll mention! Deep melodies, soaring despair, cryptic journeys, all wrapped in a twisted, anthemic sense of hope, buried under the weight of life and crushing riffs! Undeniable and immediate!
1 Born In Vein
2 All The Wretched
3 Finger To The Pulse
4 Suffering From
5 A Sad State Of Affairs
6 Of Misery And Toil
7 In Rapid Succession
8 The Just And The Submission
9 A Shortness Of Breath
10 The Other Side Of The Pendulum
11 Nothing But Teeth
recenzja Pasazer 27
YOUNG LIVERS – Of Misery And Toil
Ten zespół gościł już na łamach Pasażera z wywiadem i tym rewelacyjnym, okrutnie działającym, przynajmniej na moją wyobraźnię, zdjęciem na tle potężnej szafy z płytami. „New Drop Era” czyli ich debiut sprzed 3 lat zwiastował kolejny solidny zespół z Florydy, który płacić będzie dozgonnie dług wdzięczności dla Leatherface.
Pierwszą myślą jaka mi zaiskrzyła przy okazji „Of Misery And Toil” było, że panowie będą musieli składać też hołd Hot Water Music… No dobra, w tym wypadku można się poegzaltować. Najpierwsza i najbardziej spontaniczna myśl brzmiała: „ale się kurwa wyrobili”. Od czasu debiutu wydali trzy split single, pograli trochę koncertów i zmienili basistę (nowym został koleżka z Glass And Ashes!). Podniosło im się pewnie trochę ciśnienie przy nagrywaniu, ale potrafię sobie wyobrazić co poczuli kiedy po zakończeniu sesji w Kalifornii okazało się, że bas i perkusja są nagrane z babolami i trzeba sekcję „machnąć” jeszcze raz u siebie na „wsi” w Gainesville. Ta „wieś” jest tu akurat jak najbardziej superlatywą, bo nie od dziś wiadomo, że punk rock najlepszy jest właśnie tam: na „wsi”.
Nowe piosenki Young Livers są pewnie łatwe do przewidzenia jeśli chodzi o stylistykę. Mocno siedzą w tym z czego Gainesville słynie. Brudne i szorstkie brzmienie, chrapliwe i często wywrzeszczane wokale, no i melancholijne, ale w tym wypadku wyjątkowo czarujące melodie. Jeśli faktycznie Hot Water Music nie nagrają już nigdy żadnej nowej płyty, to Young Livers z prawdziwą klasą wskakują w ich buty z okresu powiedzmy „A Flight And A Crash”. Czyniąc to z takim sercem i maestrią, że nie mam grama pretensji o te zbyt nachalne skojarzenia. I klimat tych numerów jest świetny i wykonanie mistrzowskie i przebojowość której nie sposób się oprzeć. Niby ściana zgrzytliwego dźwięku, niby brzmienie, które nie ma w sobie nic „ładnego”, a jednak nie sposób ucha oderwać. Płyta wyrzeźbiona papierem ściernym, ale w taki mocno „sercowy” sposób. Zwróćcie uwagę na ten album, postawcie go na półce, wyskoczcie na koncert, zanim staną się słynni, rozpadną się i znów was coś dobrego w życiu ominie. (B) (No Idea Records)





